- Szczegóły
- Odsłon: 1178
Papież Franciszek w swojej homilii na Święto Miłosierdzia Bożego przypomniał, że jedynie świadomość otrzymania i nieustannego otrzymywania miłosierdzia ze strony Boga, świadomość bycia owocem Jego miłosierdzia, uzdalnia nas do patrzenia na siebie i na innych oczami Boga – Stwórcy. To spojrzenie daje nam pokój, jednak „nie jest to pokój zewnętrzny, ale pokój serca” i jest podstawą do bycia wysłanym z misją. „A uczniowie czują, że dostąpili miłosierdzia: czują, że Bóg ich nie potępia, nie upokarza, ale w nich wierzy. Tak, wierzy w nas bardziej, niż my wierzymy w siebie.” Papież Franciszek cytuje tu kard. Newmana, by wyjaśnić o ile bardziej Bóg kocha nas, niż my kochamy samych siebie. Również św. Katarzyna ze Sieny dotarła do tego stwierdzenia. Dawało jej to taką radość, która sprawiała, że czuła się „jakby upojona” świadomością, że Bóg jest zakochany bez pamięci w Swoim stworzeniu, i to takim, jakim jest, nad którym myślał i którego kontemplował w Swojej nieskończonej miłości.
Delektując się tajemnicą stworzenia człowieka Katarzyna podkreśla aspekt trynitarny człowieka, stworzonego na obraz i podobieństwo Boga – Jedynego w Trójcy Świętej. „Zlituj się, proszę, przez niestworzoną miłość, która skłoniła Cię do stworzenia człowieka na obraz i podobieństwo twoje, gdy rzekłeś: Uczyńmy człowieka na obraz i podobieństwo nasze (Rdz 1,26). I uczyniłaś to, Trójco wieczna, chcąc, aby człowiek uczestniczył w Tobie całej, wzniosłej i wiecznej Trójcy. Dałeś mu pamięć, aby zachował dobrodziejstwa twoje, i przez nią uczestniczył w twej mocy, Ojcze wieczny. Dałeś mu rozum, aby widząc twą dobroć, poznał ją i uczestniczył w mądrości Jednorodzonego Syna twojego. I dałeś mu wolę, aby mógł kochać to, co rozum widzi i poznaje z prawdy twojej, i uczestniczyć w zmiłowaniu Ducha Świętego. Co było przyczyną, że obdarzyłeś człowieka taką godnością? Nieoceniona miłość, z jaką ujrzałeś w sobie samym stworzenie twoje i zakochałeś się w nim.” (Dialog XIII)
Radość ze świadomości bycia kochaną przez Boga, z bycia stworzeniem, które wszystko, co ma, otrzymało od Boga, sprawiło, że Katarzyna stała się orędowniczką Bożego Miłosierdzia, które daje życie i towarzyszy człowiekowi na jego ziemskiej drodze. „Przez miłosierdzie twoje zostaliśmy stworzeni i przez miłosierdzie twoje zostaliśmy na nowo stworzeni w krwi Syna twojego. Miłosierdzie twoje zachowuje nas.(…) Miłosierdzie twoje daje życie i daje światło i daje nam poznać twoje zmiłowanie dla każdego stworzenia, dla sprawiedliwych i grzeszników.(…) O szaleńcze miłości! Nie dość Ci było wcielić się, że jeszcze zechciałeś umrzeć! Nie dość Ci było umrzeć, że jeszcze wstąpiłeś do piekieł, aby wyzwolić świętych Patriarchów i spełnić w nich twoją prawdę i miłosierdzie!(…) Miłosierdzie twoje, zmusiło Cię dać jeszcze więcej człowiekowi. Zostawiłeś siebie na pokarm, aby umocnić naszą słabość, i aby niewiedza nasza, wspominając to, nie straciła pamięci dobrodziejstw twoich. Przeto dajesz się co dzień człowiekowi, zjawiając się w Sakramencie Ołtarza, w mistycznym ciele świętego Kościoła. Któż to uczynił? Miłosierdzie twoje! o, miłosierdzie! Serce się spala na myśl o tobie, bo gdziekolwiek zwrócę ducha, nie znajduję nic prócz miłosierdzia.” (Dialog XXX)
W społeczeństwie, które coraz bardziej widzi sens jedynie w konsumpcjonizmie, które ocenia wartość człowieka przez pryzmat sukcesu, zadowolenia z siebie i tego, co zewnętrzne, punkt widzenia Katarzyny pozwala wrócić do tego, co podstawowe – człowiek jest stworzeniem. Jest to spojrzenie wiary w Boga, które staje się spojrzeniem wiary w człowieka, w każdego człowieka stworzonego na obraz Trójcy Świętej. To spojrzenie pozwala wyjść poza granice swojego światka, by móc spotkać się z „innym” każdego dnia.
Jak już kilkakrotnie papież Franciszek wspominał, jedynie gdy jesteśmy świadomi, że dostąpiliśmy miłosierdzia, że nieustannie go potrzebujemy, możemy stać się miłosierni w spotkaniu z drugim człowiekiem. Dopiero wówczas będziemy mieć spojrzenie, które podnosi. Będziemy potrafili być bratem i siostrą; będziemy mogli, jak Katarzyna, stać w obecności Boga i wstawiać się za innymi, nie dla swojego zbawienia czy dobrego samopoczucia, ale ze względu na dobro drugiego człowieka: „Więc proszę Cię, boska, wieczna miłości, wywrzyj zemstę swą na mnie i zlituj się nad ludem twoim (por. Wj 32,31-32). Nie odejdę sprzed oblicza twego, dopóki nie ujrzę, że zlitowałeś się nad nim. I cóż by mi z tego, gdybym widziała, że posiadam życie wieczne, a lud twój umiera; że ciemność otacza oblubienicę twoją, głównie przez błędy moje i innych twoich stworzeń?” (Dialog XIII).
Szczególnie teraz, w tym trudnym czasie, w którym można spotkać się z ogromną i szczodrą dobrocią, ale również z egoizmem, przykład św. Katarzyny jest bardziej niż aktualny. Stawanie się miłosierdziem dla drugiego jest dostępne dla każdego: wystarczy uklęknąć przed zranieniami świata, dotkniętego pandemią i nie tylko, i stać się modlitwą w intencji tych, którzy nie mają już nawet siły wznieść oczu do Boga. Jak mówi papież Franciszek: „Wszystko zaczyna się tutaj, od łaski dostąpienia miłosierdzia. Stąd zaczyna się chrześcijańskie pielgrzymowanie. Jeżeli natomiast będziemy polegali na własnych umiejętnościach, na skuteczności naszych struktur i projektów, to daleko nie zajdziemy. Jedynie jeśli przyjmiemy miłość Boga, będziemy mogli dać światu coś nowego.”
Delektując się tajemnicą stworzenia człowieka Katarzyna podkreśla aspekt trynitarny człowieka, stworzonego na obraz i podobieństwo Boga – Jedynego w Trójcy Świętej. „Zlituj się, proszę, przez niestworzoną miłość, która skłoniła Cię do stworzenia człowieka na obraz i podobieństwo twoje, gdy rzekłeś: Uczyńmy człowieka na obraz i podobieństwo nasze (Rdz 1,26). I uczyniłaś to, Trójco wieczna, chcąc, aby człowiek uczestniczył w Tobie całej, wzniosłej i wiecznej Trójcy. Dałeś mu pamięć, aby zachował dobrodziejstwa twoje, i przez nią uczestniczył w twej mocy, Ojcze wieczny. Dałeś mu rozum, aby widząc twą dobroć, poznał ją i uczestniczył w mądrości Jednorodzonego Syna twojego. I dałeś mu wolę, aby mógł kochać to, co rozum widzi i poznaje z prawdy twojej, i uczestniczyć w zmiłowaniu Ducha Świętego. Co było przyczyną, że obdarzyłeś człowieka taką godnością? Nieoceniona miłość, z jaką ujrzałeś w sobie samym stworzenie twoje i zakochałeś się w nim.” (Dialog XIII)
Radość ze świadomości bycia kochaną przez Boga, z bycia stworzeniem, które wszystko, co ma, otrzymało od Boga, sprawiło, że Katarzyna stała się orędowniczką Bożego Miłosierdzia, które daje życie i towarzyszy człowiekowi na jego ziemskiej drodze. „Przez miłosierdzie twoje zostaliśmy stworzeni i przez miłosierdzie twoje zostaliśmy na nowo stworzeni w krwi Syna twojego. Miłosierdzie twoje zachowuje nas.(…) Miłosierdzie twoje daje życie i daje światło i daje nam poznać twoje zmiłowanie dla każdego stworzenia, dla sprawiedliwych i grzeszników.(…) O szaleńcze miłości! Nie dość Ci było wcielić się, że jeszcze zechciałeś umrzeć! Nie dość Ci było umrzeć, że jeszcze wstąpiłeś do piekieł, aby wyzwolić świętych Patriarchów i spełnić w nich twoją prawdę i miłosierdzie!(…) Miłosierdzie twoje, zmusiło Cię dać jeszcze więcej człowiekowi. Zostawiłeś siebie na pokarm, aby umocnić naszą słabość, i aby niewiedza nasza, wspominając to, nie straciła pamięci dobrodziejstw twoich. Przeto dajesz się co dzień człowiekowi, zjawiając się w Sakramencie Ołtarza, w mistycznym ciele świętego Kościoła. Któż to uczynił? Miłosierdzie twoje! o, miłosierdzie! Serce się spala na myśl o tobie, bo gdziekolwiek zwrócę ducha, nie znajduję nic prócz miłosierdzia.” (Dialog XXX)
W społeczeństwie, które coraz bardziej widzi sens jedynie w konsumpcjonizmie, które ocenia wartość człowieka przez pryzmat sukcesu, zadowolenia z siebie i tego, co zewnętrzne, punkt widzenia Katarzyny pozwala wrócić do tego, co podstawowe – człowiek jest stworzeniem. Jest to spojrzenie wiary w Boga, które staje się spojrzeniem wiary w człowieka, w każdego człowieka stworzonego na obraz Trójcy Świętej. To spojrzenie pozwala wyjść poza granice swojego światka, by móc spotkać się z „innym” każdego dnia.
Jak już kilkakrotnie papież Franciszek wspominał, jedynie gdy jesteśmy świadomi, że dostąpiliśmy miłosierdzia, że nieustannie go potrzebujemy, możemy stać się miłosierni w spotkaniu z drugim człowiekiem. Dopiero wówczas będziemy mieć spojrzenie, które podnosi. Będziemy potrafili być bratem i siostrą; będziemy mogli, jak Katarzyna, stać w obecności Boga i wstawiać się za innymi, nie dla swojego zbawienia czy dobrego samopoczucia, ale ze względu na dobro drugiego człowieka: „Więc proszę Cię, boska, wieczna miłości, wywrzyj zemstę swą na mnie i zlituj się nad ludem twoim (por. Wj 32,31-32). Nie odejdę sprzed oblicza twego, dopóki nie ujrzę, że zlitowałeś się nad nim. I cóż by mi z tego, gdybym widziała, że posiadam życie wieczne, a lud twój umiera; że ciemność otacza oblubienicę twoją, głównie przez błędy moje i innych twoich stworzeń?” (Dialog XIII).
Szczególnie teraz, w tym trudnym czasie, w którym można spotkać się z ogromną i szczodrą dobrocią, ale również z egoizmem, przykład św. Katarzyny jest bardziej niż aktualny. Stawanie się miłosierdziem dla drugiego jest dostępne dla każdego: wystarczy uklęknąć przed zranieniami świata, dotkniętego pandemią i nie tylko, i stać się modlitwą w intencji tych, którzy nie mają już nawet siły wznieść oczu do Boga. Jak mówi papież Franciszek: „Wszystko zaczyna się tutaj, od łaski dostąpienia miłosierdzia. Stąd zaczyna się chrześcijańskie pielgrzymowanie. Jeżeli natomiast będziemy polegali na własnych umiejętnościach, na skuteczności naszych struktur i projektów, to daleko nie zajdziemy. Jedynie jeśli przyjmiemy miłość Boga, będziemy mogli dać światu coś nowego.”
- Szczegóły
- Odsłon: 1171
Ponad dwadzieścia lat temu, w roku 1999, Katarzyna ze Sieny została ogłoszona wspólpatronką Europy, razem z Brygidą Szwedzką i Edytą Stein. W ten sposób jej święto – 29 kwietnia – jakby wskazuje na święto Europy, obchodzone 9 maja.
Deklaracja Schumana, ogłoszona 9 maja 1950 roku, jest już odległa w czasie i przesłonięta przez liczne transformacje ówczesnej „Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali”. A dzisiejsze problemy, związane z trudnościami aktualnego planu odbudowy, oznaczają konieczność przemyślenia projektu europejskiego, który z początkowej „wspólnoty gospodarczej” miał się przekształcić w „szerszą i głębszą wspólnotę krajów przez długi czas podzielonych krwawymi konfliktami”, z korzyścią„całego świata bez różnicy i wyjątków, aby przyczynić się do podniesienia poziomu życia i do rozwoju dzieł pokojowych”.
Długa historia „krwawych konfliktów”, przywołanych przez Schumana po tragedii 2.wojny światowej i po podziale świata na bloki wschodni i zachodni naznaczyła Europę przez wieki. Podobnie aktualne problemy geopolitycne utrudniają wysiłki dyplomatyczne wobec wielkich wyzwań naszych czasów (zmiany klimatu, spekulacje finansowe, kryzysy tożsamości, migracje, terroryzm), do których przyłączyła się także tragedia pandemii.
Te wydarzenia mogą przypominać Europę z XIV wieku, rozdartą przez Wojnę Stuletnią i wyludnioną przez zarazę – czarną śmierć. Nie było wtedy nadziei na odbudowę i odrodzenie! Katarzyna nie studiowała polityki międzynarodowej czy ekonomii, a jednak w jej mistycznym spojrzeniu na świat widać wrażliwość nie ograniczoną do problemów rodziny czy miasta. Także w pojmowaniu Kościoła Katarzyna widzi w nim „ciało uniwersalne” Chrystusa. Katarzyna wychodzi poza konflikty lokalne czy egoistyczne interesy państw; wszystkim przypomina punkt widzenia Stwórcy i Jego trynitarny plan działania, uwieńczony Wcieleniem – abyśmy wszyscy byli dziećmi Boga.
W czasach Katarzyny Europa była – przynajmniej nominalnie – chrześcijańska, a więc geograficznie niemal pokrywała się z Kościołem, świętym i grzesznym. Katarzyna nie ogranicza się do wzywania do reformy Kościoła, ale przypomina też o odpowiedzialności za niechrześcijan: „którzy są naszymi braćmi, tak jak my zbaionymi przez krew Chrystusa” (List 374). Patrzyła ona poza granice chrześcijańskiej Europy i marzyła o „przejściu” ku wschodowi, aby okazać miłość Boga dla wszystkich Jego dzieci. Oto utopijne marzenia kobiety, która w imię „dobra wspólnego” krytykowała ograniczenia i konflikty w życiu społecznym i kościelnym, konflikty, które miały doprowadzić także do dramatu schizmy.
Dziś, po siedmiu wiekach, Katarzyna jest współpatronką Europy niszczonej przez pandemię virusa COVID-19 i przez liczne konflikty i sprzeczne interesy, które utrudniają rowiązanie problemów. Katarzyna może zachęcić nas do dojrzalszej refleksji nad projektem europejskim.
„Rzeczywista solidarność”, dzięki której powstawał wspólny rynek europejski, dziś jest nie tylko zaniedbana, ale i głęboko zaburzona. Niszczą ją egoizmy narodowe i międzynarodowe, a także osłabienie prawa w niektórych państwach europejskich; a wydawało się, że są to wartości już przyswojone w cywilizacji europejskiej. Jej brak oakzuje też przerażająca sytacja emigrantów, tonących gdy oczekiwali na ratunek... „To są osoby, to są ludzkie istnienia, które przez całe dwa dni na próżno błagały o pomoc, o pomoc, która nie nadeszła” – jak z bólem stwierdził papież Franciszek. Czego mogli oni oczekiwać poza bramami Europy? Niczego, niczego co można uznać za ludzkie. Więc to “nic” trzeba jak najszybciej napełnić konkretną zawartością: społeczeństwo jest często zaangażowane w pomoc, z kreatywnością, która mogłaby zachęcić instytucje do znalezienia możliwych rozwiązań. Wszyscy jesteśmy w tej samej łodzi! I to nie jest tylko zwrot retoryczny.
- Szczegóły
- Odsłon: 1200
W czasach pandemii okres Wielkiego Postu jest jeszcze bardziej naznaczony pytaniami o człowieka i jego tożsaomość; skoro ciągle musimy wychodzić poza to, co było pewne, zmieniać plany, brać pod uwagę słabość osób i systemów. Chodzi też o to, by unikać nostalgii i utopii, aby odkrywać nowe wezwania dotyczące życia człowieka i planety, która jest mu powierzona. W ten sposób w orędziu na Wielki Post 2021 papież Franciszek zaprasza do „ponownego odkrycia daru Bożego i do zrozumienia prawdy o nas, jako stworzonych na Jego obraz i podobieństwo, i znajdujących w Nim spełnienie” (nr 1). Ale czy człowiek jest wolny, czy podlega przeznaczeniu? To pytanie jest zawsze obecne.
W każdych czasach, ale przede wszystkim w aktualnym światowym kryzysie, wszyscy – od intelektualistów po rybaków z Lampeduzy – postrzegają wyraźnie ludzką tożsamość jako coś, co łączy wszystkich. Ale w praktyce wewnętrzne sprzeczności sprawiają, że wyłania się współczesny dylemat: między pierwotnymi impulsami agresji a ucieczką ku transhumanizmowi: czy wystaczy „pozostać człowiekiem” czy raczej trzeba starać się, by się „uczłowieczać”?
Rewolucja przemysłowa spowodowała, że niektórzy filozofowie 20. Wieku (jak Anders i Gehlen) wiedzieli w „nieokreśloności” człowieka niebezpieczeństwo: sprawia ona, że jest on stale „zacofany” i jednocześnie istotowo „sztuczny” w obrębie „naturalnego” świata. W ten sposób scenariusze, powstałe w obrębie ostatnich badań, przedstawiały w sposób optymistyczny przeskok od ewolucji naturalnej do ewolucji coraz bardziej sztucznej, dostępnej dla tych, którzy będą chcieli i mogli zaprogramować się według dostępnych opcji.
We współczesnej „antropologii negatywnej” zabrakło jednak zaufania do wielkości bycia „kowalem własnego losu”, zdolnego do zaprojektowania siebie samego, bo będącego stworzonym przez Boga z nieskończonymi możliwościami, a więc mogącego wywyższyć lub zdegradować swoją naturę, jak pisał Giovanni Pico della Mirandola (De dignitate hominis, 1496).
W renesansowym humanizmie człowiek, nie zadowalający się żadnym bytem stworzonym, znajdował jednak w Bogu sens swojego odwiecznego pragnienia do przekraczania granic naturalnych. Ze swojej strony antropologia biblijna i chrześcijańska mówi o powołaniu człowieka do realizowania obrazu Boga, który jest w nim, „aż dojdziemy wszyscy razem ... do człowieka doskonałego, do miary wielkości według Pełni Chrystusa (Ef 4, 13). „Albowiem to Bóg jest w was sprawcą i chcenia, i działania zgodnie z [Jego] wolą” (Flp2,13); dosłownie: „z Jego pięknym projektem”. Bóg ma ten projekt dla wszystkich (por Łk 2, 14), „jesteśmy bowiem Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili.” (Ef 2, 10).
Wobec aktualnej sytuacji, pełnej niesprawiedliwości, przemocy, niepokojów i cierpień, papież Franciszek zauważa, że „choć jesteśmy urzeczeni wieloma postępami, nie dostrzegamy prawdziwie ludzkiego kursu” (Encyklika „Fratelli tutti”, nr 29).
W niespokojnym okresie między średniowieczem a renesansem, w czasie wojen i epidemii, św. Katarzyna ze Sieny chwali Boży plan, w którym „Bóg stał się człowiekiem, a człowiek – Bogiem” (Dialog, 13). Widziała ona w ludzkiej wolności sposób, przez który „człowiek stał się Bogiem, a Bóg stał się człowiekiem przez zjednoczenie natury boskiej z naturą ludzką” (Dialog 15). Ale też realistycznie zauważała możliwość oddzielenia się od Boga i w następującego przewrotu narcystycznego, w którym człowiek „staje się Bogiem”. Podobnie „Homo Deus” Harariego (2015) musi teraz stawić czoła nieoczekiwanemu zagrożeniu pandemii, w kilka lat po stwierdzeniu, że „w XXI wieku, w świecie już wyzwolonym z epidemii, w dobrobycie ekonomicznym i w pokoju, żywimy – mając coraz potężniejsze narzędzia – starą ambicję wzniesienia się do rangi boskiej, przekształcenia ‘homo sapiens’ w ‘homo Deus’”. Perspektywa pokoju, o której mówił Harari mogła dotycznyć tylko ograniczonych obszarów, będących poza współzależnością osób, narodów i kultur. Na początku pandemii papież Franciszek, który właśnie pisał encyklikę „Fratelli tutt”, zauważył, że bycie „hiper-połączeni” nie przeszkodziło rozbiciu i że tym bardziej musimy odkryć „wszystkich jako braci” (nr. 7/8).
Nasza epoka doświadcza coraz bardziej sprzeczności między upojeniem skutecznością technologii (internet rzecz,, sztuczna inteligencja, rzeczywistość poszerzona...) a globalnymi zagrożeniami (zniszczenie ekosystemu, zmiany klimatu, pandemie...), które dotyczą całych narodów i niepokoją nowe pokolenia. Aktualna wiedza naukowa pozwala zweryfikować ich przyczyny, ocenić ryzyko, zaplanować rozwiązania, realizować prjekty; ale interesy grupowe często zacierają logikę dobra wspólnego. Papież Franciszek ostrzega więc przed „antropocentryzmem niezrównoważonym i pełnym pychy”, który może prowadzić do samozniszczenia. W ten sposób podkreśla też ryzyko samozniszczenia „ja” w centrum wszystkiego, które przecenia naszą rolę istot ludzkich, stających jako absolutni dominatorzy nad wszystkimi stworzeniami (Audiencja generalna, 16.09.2020).
Już Sobór Watykański II przypomniał o odpowiedzialności człowieka wobec niezrównoważonego postępu: „świat dzisiejszy okazuje się zarazem mocny i słaby, zdolny do najlepszego i do najgorszego; stoi bowiem przed nim otworem droga do wolności i do niewolnictwa, do postępu i cofania się, do braterstwa i nienawiści. Poza tym człowiek staje się świadomy tego, że jego zadaniem jest pokierować należycie siłami, które sam wzbudził, a które mogągo zmiażdżyć lub też służyć mu” (Gaudium et spes, 2).
Ważne, by zdać sobie z tego sprawę. Ale także w naszych czasach, gdy nadzieja wydaje się tylko pomocą emocjonalną, antropologia chrześcijańska może dostarczyć prawdziwą zachętę. W perspektywie biblijnej możemy zatrzymać się przy księdze Rodzaju (Rdz 1,26): „A wreszcie rzekł Bóg: «Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!»”. Oznacza to, że kruchość ekosystemu została dana człowiekowi w opieką (Rz 8, 20-22). Bóg ma swój „piękny plan” (εὐδοκία), swój projekt (πρόθεσις), a człowiek jest powołany do współpracy (Rz 8,28). Bo Bóg nas zna i nas przeznaczył, czy raczej pokierował (προέγνω, καὶ προώρισεν), abyśmy „się stali na wzór obrazu Jego Syna, aby On był pierworodnym między wielu braćmi” (Rz 8,29). „W Nim dostąpiliśmy udziału my również, z góry przeznaczeni zamiarem Tego, który dokonuje wszystkiego zgodnie z zamysłem swej woli, po to, byśmy istnieli ku chwale Jego majestatu” (Ef 1, 11-12).
Idea przeznaczenia wydaje się niezgodana z ontoligcznym statusem człowieka, charakteryzowanym przez „nieoznaczoność”, która jest przestrzenią wolności. Natomiast teksty św. Pawła odnoszą się nie do nieuchronnego „fatum” starożytości, ale do celu zaplanowanego przez Stwórcę. Jest on dany stworzeniom jako propozycja, jako kierunek, który pozwala nie zagubić się, ale zmierzać ku głębokiej realizacji głęby naszej istoty.
Wielki Post, prowadzący ku Wielkanocy, to metafora życia każdego człowieka. Chrystus zmartwychwstały to archetyp naszego stawania się ludźmi. Widzimy Go codziennie, pełnego chwały, w wielu „świętych z sąsiedztwa”, chrześcijan i nie. To nasza odpowiedzialność.
W każdych czasach, ale przede wszystkim w aktualnym światowym kryzysie, wszyscy – od intelektualistów po rybaków z Lampeduzy – postrzegają wyraźnie ludzką tożsamość jako coś, co łączy wszystkich. Ale w praktyce wewnętrzne sprzeczności sprawiają, że wyłania się współczesny dylemat: między pierwotnymi impulsami agresji a ucieczką ku transhumanizmowi: czy wystaczy „pozostać człowiekiem” czy raczej trzeba starać się, by się „uczłowieczać”?
Rewolucja przemysłowa spowodowała, że niektórzy filozofowie 20. Wieku (jak Anders i Gehlen) wiedzieli w „nieokreśloności” człowieka niebezpieczeństwo: sprawia ona, że jest on stale „zacofany” i jednocześnie istotowo „sztuczny” w obrębie „naturalnego” świata. W ten sposób scenariusze, powstałe w obrębie ostatnich badań, przedstawiały w sposób optymistyczny przeskok od ewolucji naturalnej do ewolucji coraz bardziej sztucznej, dostępnej dla tych, którzy będą chcieli i mogli zaprogramować się według dostępnych opcji.
We współczesnej „antropologii negatywnej” zabrakło jednak zaufania do wielkości bycia „kowalem własnego losu”, zdolnego do zaprojektowania siebie samego, bo będącego stworzonym przez Boga z nieskończonymi możliwościami, a więc mogącego wywyższyć lub zdegradować swoją naturę, jak pisał Giovanni Pico della Mirandola (De dignitate hominis, 1496).
W renesansowym humanizmie człowiek, nie zadowalający się żadnym bytem stworzonym, znajdował jednak w Bogu sens swojego odwiecznego pragnienia do przekraczania granic naturalnych. Ze swojej strony antropologia biblijna i chrześcijańska mówi o powołaniu człowieka do realizowania obrazu Boga, który jest w nim, „aż dojdziemy wszyscy razem ... do człowieka doskonałego, do miary wielkości według Pełni Chrystusa (Ef 4, 13). „Albowiem to Bóg jest w was sprawcą i chcenia, i działania zgodnie z [Jego] wolą” (Flp2,13); dosłownie: „z Jego pięknym projektem”. Bóg ma ten projekt dla wszystkich (por Łk 2, 14), „jesteśmy bowiem Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili.” (Ef 2, 10).
Wobec aktualnej sytuacji, pełnej niesprawiedliwości, przemocy, niepokojów i cierpień, papież Franciszek zauważa, że „choć jesteśmy urzeczeni wieloma postępami, nie dostrzegamy prawdziwie ludzkiego kursu” (Encyklika „Fratelli tutti”, nr 29).
W niespokojnym okresie między średniowieczem a renesansem, w czasie wojen i epidemii, św. Katarzyna ze Sieny chwali Boży plan, w którym „Bóg stał się człowiekiem, a człowiek – Bogiem” (Dialog, 13). Widziała ona w ludzkiej wolności sposób, przez który „człowiek stał się Bogiem, a Bóg stał się człowiekiem przez zjednoczenie natury boskiej z naturą ludzką” (Dialog 15). Ale też realistycznie zauważała możliwość oddzielenia się od Boga i w następującego przewrotu narcystycznego, w którym człowiek „staje się Bogiem”. Podobnie „Homo Deus” Harariego (2015) musi teraz stawić czoła nieoczekiwanemu zagrożeniu pandemii, w kilka lat po stwierdzeniu, że „w XXI wieku, w świecie już wyzwolonym z epidemii, w dobrobycie ekonomicznym i w pokoju, żywimy – mając coraz potężniejsze narzędzia – starą ambicję wzniesienia się do rangi boskiej, przekształcenia ‘homo sapiens’ w ‘homo Deus’”. Perspektywa pokoju, o której mówił Harari mogła dotycznyć tylko ograniczonych obszarów, będących poza współzależnością osób, narodów i kultur. Na początku pandemii papież Franciszek, który właśnie pisał encyklikę „Fratelli tutt”, zauważył, że bycie „hiper-połączeni” nie przeszkodziło rozbiciu i że tym bardziej musimy odkryć „wszystkich jako braci” (nr. 7/8).
Nasza epoka doświadcza coraz bardziej sprzeczności między upojeniem skutecznością technologii (internet rzecz,, sztuczna inteligencja, rzeczywistość poszerzona...) a globalnymi zagrożeniami (zniszczenie ekosystemu, zmiany klimatu, pandemie...), które dotyczą całych narodów i niepokoją nowe pokolenia. Aktualna wiedza naukowa pozwala zweryfikować ich przyczyny, ocenić ryzyko, zaplanować rozwiązania, realizować prjekty; ale interesy grupowe często zacierają logikę dobra wspólnego. Papież Franciszek ostrzega więc przed „antropocentryzmem niezrównoważonym i pełnym pychy”, który może prowadzić do samozniszczenia. W ten sposób podkreśla też ryzyko samozniszczenia „ja” w centrum wszystkiego, które przecenia naszą rolę istot ludzkich, stających jako absolutni dominatorzy nad wszystkimi stworzeniami (Audiencja generalna, 16.09.2020).
Już Sobór Watykański II przypomniał o odpowiedzialności człowieka wobec niezrównoważonego postępu: „świat dzisiejszy okazuje się zarazem mocny i słaby, zdolny do najlepszego i do najgorszego; stoi bowiem przed nim otworem droga do wolności i do niewolnictwa, do postępu i cofania się, do braterstwa i nienawiści. Poza tym człowiek staje się świadomy tego, że jego zadaniem jest pokierować należycie siłami, które sam wzbudził, a które mogągo zmiażdżyć lub też służyć mu” (Gaudium et spes, 2).
Ważne, by zdać sobie z tego sprawę. Ale także w naszych czasach, gdy nadzieja wydaje się tylko pomocą emocjonalną, antropologia chrześcijańska może dostarczyć prawdziwą zachętę. W perspektywie biblijnej możemy zatrzymać się przy księdze Rodzaju (Rdz 1,26): „A wreszcie rzekł Bóg: «Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!»”. Oznacza to, że kruchość ekosystemu została dana człowiekowi w opieką (Rz 8, 20-22). Bóg ma swój „piękny plan” (εὐδοκία), swój projekt (πρόθεσις), a człowiek jest powołany do współpracy (Rz 8,28). Bo Bóg nas zna i nas przeznaczył, czy raczej pokierował (προέγνω, καὶ προώρισεν), abyśmy „się stali na wzór obrazu Jego Syna, aby On był pierworodnym między wielu braćmi” (Rz 8,29). „W Nim dostąpiliśmy udziału my również, z góry przeznaczeni zamiarem Tego, który dokonuje wszystkiego zgodnie z zamysłem swej woli, po to, byśmy istnieli ku chwale Jego majestatu” (Ef 1, 11-12).
Idea przeznaczenia wydaje się niezgodana z ontoligcznym statusem człowieka, charakteryzowanym przez „nieoznaczoność”, która jest przestrzenią wolności. Natomiast teksty św. Pawła odnoszą się nie do nieuchronnego „fatum” starożytości, ale do celu zaplanowanego przez Stwórcę. Jest on dany stworzeniom jako propozycja, jako kierunek, który pozwala nie zagubić się, ale zmierzać ku głębokiej realizacji głęby naszej istoty.
Wielki Post, prowadzący ku Wielkanocy, to metafora życia każdego człowieka. Chrystus zmartwychwstały to archetyp naszego stawania się ludźmi. Widzimy Go codziennie, pełnego chwały, w wielu „świętych z sąsiedztwa”, chrześcijan i nie. To nasza odpowiedzialność.
- Szczegóły
- Odsłon: 1154
„A na Ziemi pokój ludziom umiłowanym przez Pana”: we Włoszech wyszło właśnie nowe, trzecie wydanie mszału, w którym wprowadzone zostało do liturgii nowe tłumaczenie hymnu „Chwała na wysokości Bogu” (Łk 2,14). Poprawia ono tradycyjny przekład błędnego tekstu łacińskiego, w którym dosłowne tłumaczenie podkreśla „dobrą wolę” tych, którzy przyjmują tajemnicę Bożego Narodzenia. Tymczasem w oryginalnym tekście greckim Ewangelia mówi o „dobrym planie”, który z miłości ma Bóg wobec ludzi, a którym jest Wcielenie Syna. Darmowy pomysł Boży, wypływający z istoty Trójcy świętej. Aniołowie go ogłaszają nocą w Betlejem, a wieść przeznaczona najpierw grupie pasterzy staje się wieścią uniwersalną. Pasterze nie zatrzymali się na patrzeniu w niebo, gdzie jeszcze chwilę przedtem jawiło się mnóstwo aniołów, ale powiedziawszy do siebie „Pójdźmy do Betlejem i zobaczmy, co się tam wydarzyło i o czym nam Pan oznajmił” (Łk 2, 15), ruszyli w drogę. To, co zobaczyli było dokładnie tym, o czym mówi im anioł: Dzieciątko, nowonarodzone, położone w żłobie. Do Maryi i Józefa tradycja, sugerując się odnośnikami biblijnymi, jak również realizmem, dołożyła w czasie woła i osła.
Ci pasterze, jak również sam żłób nie pachniały fiołkami, jednak paradoksalnie sens leży właśnie tutaj – jest nim to Dzieciątko, które w noc Bożego Narodzenia nie ma nic innego do powiedzenia.
Wieki prac artystycznych przedstawiających tajemnicę Narodzenia nie powinny odciągać naszego wzroku od konkretu, jaki znajduje się w znaku danym ludziom przez Boga, ludziom umiłowanym przez Niego takimi, jacy są, bez dodatków wartości estetycznej. Bóg stał się człowiekiem, przychodząc do kontekstu ludzkiego, stworzonego tak ze światła, jak i rzeczy przyziemnych. Była miłość Maryi i Józefa, ale był również i smród stajni. W jednym ze swoich listów Luigia Tincani przesyłając życzenia bożonarodzeniowe, przypominała o tym samym: Jezus” przychodzi na sianie, przyjmuje potrzeby i ograniczenia natury, pojawia się, by mieszkać między grzesznikami”. W tym roku różne doświadczenia, jak choćby COVID, zmuszają nas do zastanowienia się nad kruchością człowieka oraz trudem życia ziemskiego. Wszystko to Syn Boży chciał przyjąć, do samego końca, po to, żeby to przemienić.
Myśli te przyszły mi do głowy czytając pojawiające się na portalach społecznościowych komentarze zgorszonych ludzi, którzy nie mogą pogodzić się z formą szopki postawionej na Placu św. Piotra w tym roku. A może zamiast tego hałasu można by było dostrzec szansę powrotu do istoty i teologicznego sensu Bożego Narodzenia, przyjmując „dobry plan” Boga wobec każdego z nas, bez potrzeby makijażu, tuszowania czegokolwiek?
Ci pasterze, jak również sam żłób nie pachniały fiołkami, jednak paradoksalnie sens leży właśnie tutaj – jest nim to Dzieciątko, które w noc Bożego Narodzenia nie ma nic innego do powiedzenia.
Wieki prac artystycznych przedstawiających tajemnicę Narodzenia nie powinny odciągać naszego wzroku od konkretu, jaki znajduje się w znaku danym ludziom przez Boga, ludziom umiłowanym przez Niego takimi, jacy są, bez dodatków wartości estetycznej. Bóg stał się człowiekiem, przychodząc do kontekstu ludzkiego, stworzonego tak ze światła, jak i rzeczy przyziemnych. Była miłość Maryi i Józefa, ale był również i smród stajni. W jednym ze swoich listów Luigia Tincani przesyłając życzenia bożonarodzeniowe, przypominała o tym samym: Jezus” przychodzi na sianie, przyjmuje potrzeby i ograniczenia natury, pojawia się, by mieszkać między grzesznikami”. W tym roku różne doświadczenia, jak choćby COVID, zmuszają nas do zastanowienia się nad kruchością człowieka oraz trudem życia ziemskiego. Wszystko to Syn Boży chciał przyjąć, do samego końca, po to, żeby to przemienić.
Myśli te przyszły mi do głowy czytając pojawiające się na portalach społecznościowych komentarze zgorszonych ludzi, którzy nie mogą pogodzić się z formą szopki postawionej na Placu św. Piotra w tym roku. A może zamiast tego hałasu można by było dostrzec szansę powrotu do istoty i teologicznego sensu Bożego Narodzenia, przyjmując „dobry plan” Boga wobec każdego z nas, bez potrzeby makijażu, tuszowania czegokolwiek?
- Szczegóły
- Odsłon: 1588
Zamknięcie szkół z powodu pandemii postawiło przed nami nowe wyzwania i doświadczenia. Było ciężko, zwłaszcza na początku, zarówno nauczycielom, jak i uczniom i ich rodzicom. Dostosowaliśmy się, daliśmy radę. Rok szkolny zakończony. Co nam z tego pozostało? Spośród różnych przemyśleń, podzielę się jednym.
Pamiętam jak jedna z cenionych nauczycielek żaliła się z powodu niektórych swoich byłych uczniów, którzy po ukończeniu szkoły przestawali się z nią kontaktować: Jak to możliwe, że ci wspaniali młodzi ludzie, z którymi prowadziłam długie i głębokie rozmowy na różne tematy, wymieniałam poglądy czy wątpliwości, z którymi dzieliłam ich radości i troski – po ukończeniu szkoły odchodzą i ślad po nich ginie? Czy zdają sobie sprawę, że nie byli jednymi z wielu, lecz każdy z nich jest dla mnie jedyny i niepowtarzalny, każdemu z nich dałam z siebie to, co najlepsze: posiadaną wiedzę, poświęconą uwagę, czas, miłość, doświadczenie, nieprzespane noce spędzone na poszukiwaniu nowych materiałów pobudzających ciekawość naukową, poruszających umysł i serce?
Teraz, gdy dobrnęliśmy do końca i oceny zostały wystawione, ja sama doświadczam zdumienia, a zarazem żalu z powodu zachowania uczniów, którzy podczas nauczania zdalnego nie kontaktowali się ze mną. Zrobiłam, co mogłam, a nawet więcej. Na początku myślałam, że może nie mają komputera w domu lub mają problemy z Internetem. Po zapewnieniach wychowawców klas, że każdy uczeń ma możliwość uczestniczenia w lekcjach online tłumaczyłam sobie, że może mają nadmiar prac i dlatego chwilowo „odpuścili” przedmiot nadobowiązkowy. Czy to jest jednak możliwe, by uczeń nie zastanawiał się dlaczego nie otrzymuje zadań z jakiegoś przedmiotu? W rzeczywistości otrzymywał tematy i zadania, ale wykorzystywał okazję, by wykonać minimum niezbędne do zaliczenia roku szkolnego. To kwestia braku chęci komunikowania. Możesz mieć dziesięć telefonów komórkowych i tyleż samo komputerów w domu, ale jeśli nie chcesz utrzymywać z kimś kontaktu, nie są ci one potrzebne.
Pamiętam to uczucie gdy, jako moda dziewczyna odkryłam, że „nauczyciel to też człowiek”. Nie ktoś będący przeciwko mnie, lecz ktoś taki, jak ja z kim mogę porozmawiać nie tylko o przedmiocie, którego naucza.
Izolacja społeczna wymuszona przez pandemię nie była naszym sprzymierzeńcem lecz doświadczeniem trudnym zarówno dla uczniów, jak i nauczycieli. Brakowało nam kontaktów z żywym człowiekiem nie ukrytym za ekranem komputera czy telefonu komórkowego. Co czują i co rozumieją nasi uczniowie? Są w stanie wyobrazić sobie, że nauczyciel za nimi tęskni?
Czy to doświadczenie czegoś nas nauczy? Nauczyciele siłą rzeczy w trybie przyspieszonym opanowywali nowe technologie i środki komunikowania społecznego. A uczniowie? Według mnie, w tym trudnym czasie skorzystali ci, którzy potrafią organizować swój czas i są zdyscyplinowani. To dwie umiejętności ważne, ale nie tak powszechne. Trudno je przekazać i w dużej mierze bazują na dobrej i silnej woli. Z pewnością moim uczniom, którzy przez ponad trzy miesiące nauczania zdalnego nie kontaktowali się ze mną, tych umiejętności brak. I nie jest to wina technologii (stary czy nowy komputer, Internet szybki czy wolny) tylko człowieka, który potrzebuje poznać siebie i nauczyć się odnajdywać w zmieniającym się świecie. Każdy chłopak i dziewczyna musi odkryć w sobie człowieka, którego człowieczeństwo nie zależy od posiadanego lub nie komputera, komórki czy Internetu. Jesteś w relacji „z” więc szukaj kontaktu za wszelką cenę. Nie myśl tylko o sobie, pomyśl o innych, zrób krok do przodu, podejmij inicjatywę, pytaj, szukaj. Nie czekaj, aż sprawy potoczą się same, ty trzymaj ster twojego życia.
Z tych moich refleksji wychodzi może dużo rozczarowania i żalu, jednak muszę uczciwie powiedzieć, że nie brakowało promieni słońca i nadziei w tych doświadczeniach. Ale o tym może innym razem…
Agnieszka
- Szczegóły
- Odsłon: 1125
Orientować się w świecie i pomagać orientować się – to umiejętność bardzo dawna.Ludzkie działanie zmienia się pod wpływem wyborów, korekt, ocen... są to działania bardzo złożone, podlegające wpływom naszych tendecji, wiadomości, percepcji, gustów, relacji, uwarunkowań środowiskowych, chwilowych bodźców. Zmiennych jest wiele i wszystkie łączą się z naszym „tu i teraz”.
W tej perspektywie także preorientacja uniwersytecka, łącząca się z przejściem między dojrzewaniem i wiekiem dorosłym, ma swoją szczególną, decydującą wartość. Wszystkie uczelnie starają się pomóc studentom w tej delikatnej, strategicznej fazie ich życia – ważnej nie tylko dla pojedynczego studenta, ale i dla rozwoju kraju. Na uniwersytecie LUMSA w Rzymie, gdzie pracuję, biuro orientacji znajduje się na każdamy wydziale. Są one zawsze otwarte (także online), aby służyć pomocą.
Proces orientacji wymaga czasu i spokoju. Najlepiej zacząć go pod koniec szkoły średniej, aby móc dojść do dojrzałej decyzji. Na czym skupić uwagę, poza rozwojem, przekształceniami i blaskiem rynku pracy? Jak uniknąć rozczarowań, rozproszenia i poczucia totalnej pomyłki? Wydaje mi się, że zanim zajmiemy się planem rozwoju zawodowego (działanie), potrzebna jest świadomość siebie (istnienie), która daje „ja” możliwość zobaczenia siebie, a więc także zobaczenia siebie w przewidzianym zawodzie. To kompas, który możemy nazwać na wiele sposobów: pasja, motywacja, zdecydowanie, autonomia, kreatywność... słuchanie siebie
.Jeżeli wskazywanie kierunku doprowadza do samodzielnego ustalania kierunku, porusza i angażuje wszystkie piękne energie wewnętrzne, aby doprowadzić do wyboru kierunku studiów, który sprzyja harmonijnemu rozwojowi, a więc także solidnemu przygotowaniu, wymaganemu przez rynek pracy. Studia, odbyte dobrze i z pasją sprawiają, że człowiek staje się „przedsiębiorcą samego siebie”. Jest wiele narzędzi, które służą do tego celu: dni otwarte uczelni, nawigacja na stronach internetowych, zbieranie informacji, spotkania z przedstawicielami branży, rozmowa i słuchanie doświadczonych dorosłych, którzy mogą posłużyć jako lustro .Preorientacja uniwersytecka staje się wtedy skuteczna jako szczepionka, która uodparnia i przygotowuje do wejścia w studia bez strachu przed nieuniknionymi trudnościami i wyzwaniami, które przynosi życie; ze świadomością, że od zawsze sztuka życia polega na tym, by stawiać czoło wyzwaniom i budować, z wiedzą i mądrością.
A pandemia przypomina nam o tym.
Palma.
Nasz student, Aleksander, podzielił się swoim doświadczeniem: Jestem studentem piątego roku na wydziale prawa. Otrzymałem pomoc biura orientacji od pierwszego roku. Doświadczyłem mądrej i cierpliwej pomocy; w ciągu tych pięciu lat to było dla mnie ważne, że ktoś chciał mnie wysłuchać i udzielić mi dobrych rad. Pomagało mi to zwiałscza w momentach, kiedy musiałem podejmować decyzje, dotyczące przebiegu studiów; dzięki temu jestem bardziej świadomy swojej odpowiedzialności, jako człowieka i jako obywatela. Mogłem też lepiej, bardziej w pełni przeżywać swój czas studiów.Pomagać nam, młodym, to zajęcie wymagające zaangażowania – to praca artysty, wymaga miłości i zdolności słuchania. Dlatego radzę wszystkim swoim kolegom, by skorzystali z okazji kontaktu z tym biurem.Jestem naprawdę wdzięczny za czas, który mi poświęcono i dziękuję naszej uczelni, bo tu zawsze najważniejsze jest dobro studentów.
W tej perspektywie także preorientacja uniwersytecka, łącząca się z przejściem między dojrzewaniem i wiekiem dorosłym, ma swoją szczególną, decydującą wartość. Wszystkie uczelnie starają się pomóc studentom w tej delikatnej, strategicznej fazie ich życia – ważnej nie tylko dla pojedynczego studenta, ale i dla rozwoju kraju. Na uniwersytecie LUMSA w Rzymie, gdzie pracuję, biuro orientacji znajduje się na każdamy wydziale. Są one zawsze otwarte (także online), aby służyć pomocą.
Proces orientacji wymaga czasu i spokoju. Najlepiej zacząć go pod koniec szkoły średniej, aby móc dojść do dojrzałej decyzji. Na czym skupić uwagę, poza rozwojem, przekształceniami i blaskiem rynku pracy? Jak uniknąć rozczarowań, rozproszenia i poczucia totalnej pomyłki? Wydaje mi się, że zanim zajmiemy się planem rozwoju zawodowego (działanie), potrzebna jest świadomość siebie (istnienie), która daje „ja” możliwość zobaczenia siebie, a więc także zobaczenia siebie w przewidzianym zawodzie. To kompas, który możemy nazwać na wiele sposobów: pasja, motywacja, zdecydowanie, autonomia, kreatywność... słuchanie siebie
.Jeżeli wskazywanie kierunku doprowadza do samodzielnego ustalania kierunku, porusza i angażuje wszystkie piękne energie wewnętrzne, aby doprowadzić do wyboru kierunku studiów, który sprzyja harmonijnemu rozwojowi, a więc także solidnemu przygotowaniu, wymaganemu przez rynek pracy. Studia, odbyte dobrze i z pasją sprawiają, że człowiek staje się „przedsiębiorcą samego siebie”. Jest wiele narzędzi, które służą do tego celu: dni otwarte uczelni, nawigacja na stronach internetowych, zbieranie informacji, spotkania z przedstawicielami branży, rozmowa i słuchanie doświadczonych dorosłych, którzy mogą posłużyć jako lustro .Preorientacja uniwersytecka staje się wtedy skuteczna jako szczepionka, która uodparnia i przygotowuje do wejścia w studia bez strachu przed nieuniknionymi trudnościami i wyzwaniami, które przynosi życie; ze świadomością, że od zawsze sztuka życia polega na tym, by stawiać czoło wyzwaniom i budować, z wiedzą i mądrością.
A pandemia przypomina nam o tym.
Palma.
Nasz student, Aleksander, podzielił się swoim doświadczeniem: Jestem studentem piątego roku na wydziale prawa. Otrzymałem pomoc biura orientacji od pierwszego roku. Doświadczyłem mądrej i cierpliwej pomocy; w ciągu tych pięciu lat to było dla mnie ważne, że ktoś chciał mnie wysłuchać i udzielić mi dobrych rad. Pomagało mi to zwiałscza w momentach, kiedy musiałem podejmować decyzje, dotyczące przebiegu studiów; dzięki temu jestem bardziej świadomy swojej odpowiedzialności, jako człowieka i jako obywatela. Mogłem też lepiej, bardziej w pełni przeżywać swój czas studiów.Pomagać nam, młodym, to zajęcie wymagające zaangażowania – to praca artysty, wymaga miłości i zdolności słuchania. Dlatego radzę wszystkim swoim kolegom, by skorzystali z okazji kontaktu z tym biurem.Jestem naprawdę wdzięczny za czas, który mi poświęcono i dziękuję naszej uczelni, bo tu zawsze najważniejsze jest dobro studentów.
